Nowa obrotowa kamera
Wisła - skocznia narciarska Malinka


Kliknij i oglądaj - Kamery on-line

Kwiecień 2020
Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
01 02 03 04 05
06 07 08 09 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
Wszystkie wydarzenia...

Następne zawody

W chwili obecnej nie dysponujemy żadnymi informacjami.

XVII Kursokonferencja PZN w Szczyrku

Szukaj w serwisie

Subskrybuj RSS
PZN  »  LOTOS Cup  »  Aktualności

Aktualności

Krystian Gryczuk (wszystkie fot. Alicja Kosman / PZN) Krystian Gryczuk (wszystkie fot....

Podium LOTOS Cup Podium LOTOS Cup
Krystian z trenerem Wiesławem Dygoniem Krystian z trenerem Wiesławem...


Podium Pucharu Wisły Podium Pucharu Wisły




Poznajmy się bliżej: Krystian Gryczuk

26-01-2012
Pamiętacie artykuł sprzed paru lat, który opowiadał o polskim chłopcu trenującym skoki narciarskie w czeskim klubie z Harrachova, pokonując kilka razy w tygodniu dystans 80 km w jedną stronę? To był właśnie Krystian Gryczuk. Od tej pory wiele się zmieniło – znalazł się polski trener Wiesław Dygoń, który założył klub LUKS-SKI Lubawka, a młody skoczek przyłożył się do treningów biegowych, zmienił dyscyplinę i w ciągu ostatniego roku zrobił prawdopodobnie największy postęp wśród młodych polskich kombinatorów norweskich. Wraz z formą przyszły też pierwsze sukcesy juniorskie – drugie miejsce w LOTOS Cup i pierwsze w Pucharze Wisły.

Wydawało się, że w Sudetach nie ma już skoczków narciarskich, tym bardziej kombinatorów norweskich, a o sukcesach w tych dyscyplinach można zapomnieć na długie lata. Tymczasem latem dość niespodziewanie okazało się, że to nieprawda. Uważni obserwatorzy czeskich zawodów w kombinacji norweskiej już na początku sezonu letniego zauważyli, że ze startu na start coraz lepsze wyniki osiąga urodzony w 1994 roku Krystian Gryczuk. Porównując jego ubiegłoroczne wyniki, a także te z zimy 2011 z obecnymi, widać systematyczną poprawę (przede wszystkim na trasie biegowej). Latem zawodnikowi LUKS-SKI Lubawka udało się wskoczyć na podium Pucharu Jesieni (trzecie i drugie miejsce), a nawet wygrać z jednym z kadrowiczów. W letnich mistrzostwach Polski był 12., a w tym sezonie zimowym już dwukrotnie znalazł się na podium w kategorii junior B – zajął drugie miejsce w LOTOS Cup, a dwa dni później wygrał Puchar Wisły.

Główne pytanie, jakie nasuwa się sympatykom tej dyscypliny brzmi: „skąd wziął się Krystian i jak to możliwe, że robi takie postępy?”. Najlepiej będzie więc zacząć od samego początku.

-  Zaczynałem od skoków w Szklarskiej Porębie w 2005 roku. Później wszystko się tam rozsypało, więc przeniosłem się do czeskiego klubu TJ Jiskra Harrachov – tłumaczy Krystian. To nie był łatwy okres dla zawodnika i jego rodziców – kilka razy w tygodniu trzeba było dojechać z Kamiennej Góry na trening w Harrachovie, na co poświęcali bardzo dużo czasu i pieniędzy.

Krystian był jednak uparty i nie poddał się, a w końcu los się do niego uśmiechnął. - Po pewnym czasie udało mi się nawiązać współpracę z trenerem Wiesławem Dygoniem i tak już jest do dziś. W 2011 roku założyliśmy sekcję skoków i kombinacji norweskiej w Lubawce i teraz startuję w barwach LUKS-SKI Lubawka. W klubie jest też jeszcze kilku innych zawodników, jednak właściwie tylko Gryczuk trenuje systematycznie. To jednak nie tłumaczy jeszcze tego, w jaki sposób z dość słabego skoczka Krystian stał się całkiem dobrze zapowiadającym się kombinatorem norweskim.

- Startowałem już od dawna, tylko nie z takimi efektami, jak teraz. Wzięliśmy się porządnie za trening i dzięki temu cały czas robię postępy. Wspólnie z trenerem zmobilizowaliśmy się i ustaliliśmy, że musimy trenować regularnie, a nie tak jak wcześniej – od czasu do czasu. Widzieliśmy, że w skokach trzeba być wybitnym talentem i są bardzo małe szanse, abym coś osiągnął w Polsce. Samo z siebie wypłynęło, że jedyna moja szansa to kombinacja norweska – opowiada 18-latek z Kamiennej Góry.

Uprawianie kombinacji norweskiej w polskich Sudetach to nie jest łatwe zadanie, przede wszystkim jeśli chodzi o treningi skoków narciarskich, jednak tandem Gryczuk-Dygoń całkiem umiejętnie daje sobie radę, często dzięki dość niestandardowym rozwiązaniom. - Nasze plany treningowe uzależnione są od pieniędzy, jakimi dysponujemy, czasu – bo chodzę przecież do szkoły oraz od tego, jak długo zajmuje nam dojazd na trasy czy skocznię. Żeby poskakać na treningu, muszę przejechać minimum 80 kilometrów. Najczęściej jeździmy do Harrachova. Staramy się choć dwa razy w tygodniu być na skoczni – przyznaje Krystian. Jedyna czynna skocznia po polskiej stronie Sudetów znajduje się właśnie w Lubawce (K-85), jednak można z niej korzystać tylko w sezonie zimowym (brak igelitu), w dodatku trzeba ją przygotować samemu. Lubawskie władze patrzą jednak dość przychylnym okiem na poczynania klubu i powoli skocznia jest modernizowana. W przyszłości możliwe, że powstaną też mniejsze obiekty, dzięki którym uda się znaleźć nowe talenty. O skokach na Orliku w Karpaczu nie ma już niestety mowy, choć przecież całkiem niedawno odbywały się tam konkursy Pucharu Kontynentalnego…

Dlatego Gryczuk i Dygoń bardzo dużo czasu spędzają w Czechach – na treningach i lokalnych zawodach (w których Krystian reprezentuje klub LSK Lomnice). Dobre stosunki z czeskimi trenerami owocują nie tylko dobrymi radami na temat techniki skoków, ale także możliwością trenowania za darmo na skoczni, a ostatnio nawet wyjazdem na zgrupowanie.  - W tym roku udało nam się załatwić, żebym wraz z czeskim klubem pojechał przed sezonem na zgrupowanie do Ramsau, na trzy dni. Czeski trener miał jedno wolne miejsce w samochodzie i zgodził się mnie zabrać. Niby tylko trzy dni, ale bardzo się cieszę, że miałem taką możliwość – zaznacza kamiennogórzanin.

W skokach Krystiana tkwi jeszcze na pewno duży potencjał, jednak potrzeba systematycznej pracy na treningach, by poprawić technikę skakania. Dlatego też lubawska ekipa coraz częściej jeździ na obozy do Szczyrku i trenuje na Skalitem (również ostatnio spędzili tam kilka dni, wykorzystując fakt, że w województwie dolnośląskim są teraz ferie).

Jeśli chodzi o treningi biegowe, to sytuacja wygląda znacznie lepiej. Wszak Sudety słyną z doskonałych warunków śniegowych, a tras również nie brakuje. Najbliższa (bardzo dobrze przygotowana) trasa biegowa znajduje się 20 km od domu Krystiana. W ostateczności można też ruszyć do pobliskich Czech, a nawet do Jakuszyc (choć zwykle nie ma takiej potrzeby). Latem też nie ma problemów – dobry do treningów na nartorolkach jest 8-kilometrowy podjazd na przełęcz Okraj. Trener Dygoń potrafi też zrobić coś z niczego – gdy jesienią nigdzie w Polsce ani w Czechach nie było przygotowanych tras biegowych, Krystian biegał pod górę po… trasie zjazdowej (podobnie jak Justyna Kowalczyk na ostatnim etapie Tour de Ski).

Na krajowych zawodach Krystian Gryczuk i Wiesław Dygoń stanowią pewnego rodzaju ewenement. To jedyny klub z Sudetów, w dodatku trener poświęca 100% swojej uwagi tylko jednemu zawodnikowi. Wiele rzeczy robią inaczej niż wszyscy – rozgrzewka Krystiana zaczyna się zanim pozostali kombinatorzy wyjdą z samochodów (trener wysadza go 1-2 kilometry przed miejscem docelowym i resztę dystansu zawodnik pokonuje biegiem), na Średnią Krokiew w Zakopanem zawodnik wchodzi na nogach (pozostali długo czekają w kolejce do wyciągu krzesełkowego), a podczas zawodów trener porozumiewa się z nim za pomocą telefonu komórkowego, a nie krótkofalówki (to akurat zapewne kwestia oszczędności). Nie wiadomo, czy w czymś to pomaga, ale na pewno sprawia, że Team-Lubawka odróżnia się od wszystkich.

Pieniądze same formy nie zbudują, ale w bardzo dużym stopniu ułatwiają prowadzenie treningów. LUKS-SKI Lubawka otrzymuje pomoc z Urzędu Miasta oraz w ramach sponsoringu udało się pozyskać pewną kwotę z Banku Spółdzielczego. - To jednak nie w pełni wystarczyło na cały sezon, więc resztę musieli pokryć moi rodzice i trener. Narty, kombinezony, kije, ubrania biegowe, nie wspominając już o smarach - to wszystko dużo kosztuje. Do tego dochodzą koszty wyjazdów na treningi – noclegi, paliwo, opłaty za skocznię… - wylicza Krystian. Pojawiają się jednak pierwsze juniorskie sukcesy, więc jest nadzieja, że w przyszłości ktoś znowu wesprze lubawski klub.

W tym miesiącu po raz pierwszy w karierze Krystian zwyciężył w zawodach wliczanych do rankingu PZN – Pucharze Wisły (kategoria junior B). - Wiedziałem, że walka będzie się toczyła między mną a Damianem Urbasiem. Na starcie traciłem do niego 10 sekund. Musiałem do niego powoli dobiec, przytrzymać się i odpocząć. Później na ostatnim podbiegu widziałem, że nie ma już siły, więc ruszyłem jak najszybciej. Urbaś nie był w stanie się utrzymać i na finiszu zwycięstwo było już przesądzone – opowiada o zawodach reprezentant LUKS-SKI Lubawka.

- Gdybym po skoku miał do niego większą stratę, to byłoby bardzo ciężko go dopaść, bo nie miałbym żadnego odnośnika jak biec – czy przyspieszyć i jak bardzo. Tak właśnie było w ostatnich zawodach LOTOS Cup. Widząc rywala przed sobą pojawia się zawsze większa mobilizacja, łatwiej jest wykrzesać z siebie większy wysiłek i dogonić przeciwnika – dodaje.

Co dalej z karierą Krystiana? - Gdybyśmy dysponowali odpowiednią ilością środków, to chciałbym dalej być z trenerem Wiesławem, bo jeśli cały czas są efekty, to nie ma potrzeby tego zmieniać. Jednak jeśli nasza sytuacja finansowa się nie poprawi, to w pewnym momencie nie będzie się już dało robić postępów. Dlatego też bardzo chciałbym się znaleźć w kadrze juniorskiej, która mam nadzieję powstanie w przyszłości. Za rok, może za dwa chciałbym przygotować się i wystąpić na mistrzostwach świata juniorów. Starty w zawodach FIS są uzależnione od tego, co robi kadra. Jeśli akurat byłoby wolne miejsce i zgodziliby się mnie zabrać, to z pewnością chciałbym wystartować już teraz – mówi Krystian.

W związku z odwołaniem czeskich zawodów najbliższą okazją uczestnictwa w zawodach będzie dla Gryczuka Ogólnopolska Olimpiada Młodzieży. Na starcie stawią się wszyscy najlepsi juniorzy B – m.in. Stanisław Biela, Damian Urbaś, Michał Pytel czy Jakub Przybyła. Postęp, jakiego dokonał zawodnik z Sudetów jest godny podziwu, jednak zdobycie medalu przez Krystiana będzie na pewno wciąż bardzo trudne, ponieważ rywale to bardzo dobrzy skoczkowie (a konkursy toczyć się będą na K-90 i K-120). Zbyt duża strata na skoczni spowoduje, że na stosunkowo krótkim dystansie może nie być możliwości, aby dogonić przeciwników. Krystian Gryczuk jednak już nie raz zadziwił kibiców i trenerów, może uczyni to po raz kolejny?
Źródło: Alicja Kosman / PZN
Najnowsze aktualności:

Komentarze użytkowników:
Autor:~mietek   Data: 2012-01-26 23:38:35

artykuł wspaniały , jak zawsze ze strony Alicji.Uzupelniając powyższe dodamm , że Puchar Jesieni w GENERALCE wygrał Wantulok ale drugim zawodnikiem był właśnie Krystian.W letnich mistrzostwach Czech zdobył srebny medal w juniorach młodszych a przegrał tyko z Portykiem.Widać z przytoczonych pobieznie wyników , że rośnie nam wielki zawodnik w kombinacji norweskiej

Autor:~Adrian D.   Data: 2012-01-26 21:38:11

Świetny artykuł, zresztą jak wszystkie artykuły Alicji. Jedna tylko uwaga, skocznia w Lubawce ma punkt K-85. Dziwię się, że od dwóch lat stoi odłogiem i nie jest przygotowana do skakania. To byłoby niewyobrażalne ułatwienie dla Krystiana...

Twój komentarz:
Maksymalnie 1000 znaków.
wstecz


Realizacja Ideo
CMS Powered by Edito

Strona główna  |  Mapa serwisu  |  Kontakt
Copyright © 2016 Polski Związek Narciarski (Polish Ski Federation). All rights reserved.