"Trzy medale na kolejnej imprezie? O takim sukcesie nawet nie śmiałam myśleć!"
Justyna Kowalczyk 05.03.2011
Relacje LIVE
Następne zawody
W chwili obecnej nie dysponujemy żadnymi informacjami.
Szukaj w serwisie
Aktualności
P. Maciuszek: "Radzimy sobie, trzymając się razem"
07-01-2011
Paulina Maciuszek, Maciej Kreczmer i Mariusz Michałek to, poza Justyną Kowalczyk, nasi jedyni reprezentanci na Tour de Ski. W ostatnim sprincie Kreczmerowi udało się w końcu zdobyć punkty Pucharu Świata, a Paulina i Mariusz swoich szans upatrują w biegach długich. Dla całej trójki jest to bardzo trudny turniej, bo są na nim sami – bez trenera, tylko z dwoma serwismenami.
Maciej Kreczmer:
- Moje występy w pierwszych sześciu konkursach Tour de Ski oceniam średnio. Nie było za dobrze, ale patrząc na to, w jakich warunkach przyszło nam startować, to jest ok. Zrobiła się jakaś dziwna sytuacja, jesteśmy jakby połączeni z grupą juniorów i już nie wiadomo, co jest priorytetem – mistrzostwa w Oslo czy mistrzostwa juniorów.
- W Tour de Ski zostaliśmy sami, bez trenera. Nie jest tak, jak być powinno. Jesteśmy tutaj z dwoma serwismenami i nie mamy nikogo więcej do pomocy, żadnego trenera. Jest bardzo ciężko, musimy sami wszystko załatwiać. Czasem pomogą osoby ze sztabu Justyny, ale oni są oczywiście zajęci przede wszystkim Justyną. Ale jakoś dajemy radę.
- Udało się nareszcie zdobyć pierwsze punkty Pucharu Świata podczas sprintu techniką dowolną. Zdobyłbym je już wcześniej, ale w eliminacjach do sprintu klasykiem złamałem kij na pierwszych stu metrach i straciłem przez to dużo cennych sekund. Do tej pory brakowało na pewno startów, także lepszej odnowy po zawodach, to chyba główne powody tego, że wcześniej nie punktowałem.
- Jest już zmęczenie, bo dziś był bardzo długi etap – 35 kilometrów, poza tym to już szósty start w ostatnich dniach. Do tego dochodzą przejazdy oraz pomoc serwismenom. Ale sił powinno spokojnie wystarczyć. Najgorsze już za nami, bo dla mnie najtrudniejszy etap to właśnie bieg na 35 kilometrów. W sobotę jest klasyk, a ja lubię nim biegać. Na koniec łyżwą wbiegniemy na Alpe Cermis, to będzie ostatni etap, więc każdy znajdzie w sobie siłę, aby dobiec tam do mety i ukończyć cały wyścig.
Paulina Maciuszek:
- Czuję się dobrze. Przed rozpoczęciem Tour de Ski myślałam, że będzie gorzej. Patrząc na to, jak jesteśmy przygotowani, to nie jest źle. Słyszałam opowieści o Tour de Ski – że jest ciężko, że mordercza walka. I nieco mnie to przerażało. Ale okazuje się, że nie jest tak strasznie. Przerażało mnie też to, że jedziemy bez trenera, z samymi serwismenami. Ale jakoś sobie radzimy, trzymając się razem.
- Trener rozmawia raczej z serwismenem Andrzejem Michałkiem, a my jesteśmy zostawieni trochę sami. Na początku czuliśmy się trochę jak bezpańskie psy. Oczywiście serwismeni dbają o nas tak dobrze, jak trenerzy, ale przecież to nie są trenerzy. Nawet nie wiemy, dlaczego nie ma ich z nami.
- Moje biegi dopiero się zaczynają. Całe Tour de Ski czekałam na dłuższe dystanse. W biegu na 15 km myślałam, że będzie nieco lepiej, ale zaczęłam od razu od przewrotki, bo zaplątałyśmy się na pierwszych stu metrach z Czeszką i trochę uciekła nam grupa. Później nie mogłam wyprzedzić trzech Francuzek, które tak ze sobą współpracowały, że nie można było ominąć ich żadnym sposobem, bo zajeżdżały drogę, wbijały kij lub szturchały. Ale w sumie w ogólnej klasyfikacji jestem coraz wyżej. Jeszcze trochę i może uda się zdobyć punkty. W ostatnich biegach powinnam sobie poradzić lepiej, niż w sprintach. Poza tym w sprintach za odpadnięcie w kwalifikacjach była już minuta w plecy plus strata czasowa z eliminacji. A tyle samo tracę do zwyciężczyni w biegu długim. Czyli najwięcej straciłam przez krótkie dystanse. Nie jestem sprinterką i już chyba nigdy nie będę, to dla mnie problem wejść do 30. w sprincie. Ale może też trochę się uprzedzam do sprintów.
- Tour de Ski traktuję jako przygotowania do mistrzostw w Oslo. Bo tam jest moja główna impreza. Tour de Ski to przede wszystkim doświadczenie plus dobry trening. Inaczej bylibyśmy znów w domach i pewno trenowali bez śniegu. Tutaj warunki są doskonałe. Bardzo cieszę się, że tu jestem, bo w każdych zawodach uczę się czegoś nowego.
- Jestem zaskoczona tym, że organizm tak szybko się regeneruje. Nie mam takiego zaplecza, jak inni zawodnicy, a nie czuję się zmęczona. Tylko raz spuchły mi nogi po biegu, ale poszłam do masażysty Justyny Kowalczyk i pomógł mi, ból przeszedł. Janek jest bardzo w porządku, sam powiedział, że jeśli będzie jakiś problem, to mi pomoże. Oni też na pewno dobrze zdają sobie sprawę, że jesteśmy sami i możemy czasem potrzebować pomocy.
- Jesteśmy już na miejscu, w którym odbędą się dwa ostatnie biegi. W piątek czeka nas trening i poznanie tras zawodów.
Mariusz Michałek
- Startuję po raz pierwszy w Tour de Ski. Na pewno jest to bardzo ciężki turniej i nie jest mi lekko, ale mam nadzieję, że dokończę cały w zdrowiu i z jak najmniejszymi stratami, choć te już teraz są wielkie. Moim największym problemem jest regeneracja z biegu na bieg. Teraz zaczęły się długie dystanse, czyli te, w których czuję się lepiej. Ale biegamy ze stratami z poprzednich etapów, więc ciężko jest wyprzedzić kogoś. Poza tym startują tutaj najlepsi z najlepszych, bo słabsi albo już odpadli, albo wcale tu nie występowali. Na przyszłość bardzo mi to pomoże. Będę wiedział, jak się przygotować, znał trasy.
- W sobotę bieg na 20 kilometrów klasykiem. Wolę styl łyżwowy, ale postaram się pobiec jak najszybciej. Nie będzie też strat, bo to bieg ze startu wspólnego. Boję się trochę ostatniego podbiegu, ale mam nadzieję, że nie spotka mnie tam żadna niespodzianka.
- Liczę, że regeneracja po Tour de Ski pójdzie szybko. Później startuję na Uniwersjadzie, tam chciałbym dobrze wypaść. Dlatego pomiędzy Tour de Ski a Uniwersjadą raczej nie będę startować, może tylko w jakichś zawodach FIS, ale na pewno nie Puchar Świata.
Maciej Kreczmer:
- Moje występy w pierwszych sześciu konkursach Tour de Ski oceniam średnio. Nie było za dobrze, ale patrząc na to, w jakich warunkach przyszło nam startować, to jest ok. Zrobiła się jakaś dziwna sytuacja, jesteśmy jakby połączeni z grupą juniorów i już nie wiadomo, co jest priorytetem – mistrzostwa w Oslo czy mistrzostwa juniorów.
- W Tour de Ski zostaliśmy sami, bez trenera. Nie jest tak, jak być powinno. Jesteśmy tutaj z dwoma serwismenami i nie mamy nikogo więcej do pomocy, żadnego trenera. Jest bardzo ciężko, musimy sami wszystko załatwiać. Czasem pomogą osoby ze sztabu Justyny, ale oni są oczywiście zajęci przede wszystkim Justyną. Ale jakoś dajemy radę.
- Udało się nareszcie zdobyć pierwsze punkty Pucharu Świata podczas sprintu techniką dowolną. Zdobyłbym je już wcześniej, ale w eliminacjach do sprintu klasykiem złamałem kij na pierwszych stu metrach i straciłem przez to dużo cennych sekund. Do tej pory brakowało na pewno startów, także lepszej odnowy po zawodach, to chyba główne powody tego, że wcześniej nie punktowałem.
- Jest już zmęczenie, bo dziś był bardzo długi etap – 35 kilometrów, poza tym to już szósty start w ostatnich dniach. Do tego dochodzą przejazdy oraz pomoc serwismenom. Ale sił powinno spokojnie wystarczyć. Najgorsze już za nami, bo dla mnie najtrudniejszy etap to właśnie bieg na 35 kilometrów. W sobotę jest klasyk, a ja lubię nim biegać. Na koniec łyżwą wbiegniemy na Alpe Cermis, to będzie ostatni etap, więc każdy znajdzie w sobie siłę, aby dobiec tam do mety i ukończyć cały wyścig.
Paulina Maciuszek:
- Czuję się dobrze. Przed rozpoczęciem Tour de Ski myślałam, że będzie gorzej. Patrząc na to, jak jesteśmy przygotowani, to nie jest źle. Słyszałam opowieści o Tour de Ski – że jest ciężko, że mordercza walka. I nieco mnie to przerażało. Ale okazuje się, że nie jest tak strasznie. Przerażało mnie też to, że jedziemy bez trenera, z samymi serwismenami. Ale jakoś sobie radzimy, trzymając się razem.
- Trener rozmawia raczej z serwismenem Andrzejem Michałkiem, a my jesteśmy zostawieni trochę sami. Na początku czuliśmy się trochę jak bezpańskie psy. Oczywiście serwismeni dbają o nas tak dobrze, jak trenerzy, ale przecież to nie są trenerzy. Nawet nie wiemy, dlaczego nie ma ich z nami.
- Moje biegi dopiero się zaczynają. Całe Tour de Ski czekałam na dłuższe dystanse. W biegu na 15 km myślałam, że będzie nieco lepiej, ale zaczęłam od razu od przewrotki, bo zaplątałyśmy się na pierwszych stu metrach z Czeszką i trochę uciekła nam grupa. Później nie mogłam wyprzedzić trzech Francuzek, które tak ze sobą współpracowały, że nie można było ominąć ich żadnym sposobem, bo zajeżdżały drogę, wbijały kij lub szturchały. Ale w sumie w ogólnej klasyfikacji jestem coraz wyżej. Jeszcze trochę i może uda się zdobyć punkty. W ostatnich biegach powinnam sobie poradzić lepiej, niż w sprintach. Poza tym w sprintach za odpadnięcie w kwalifikacjach była już minuta w plecy plus strata czasowa z eliminacji. A tyle samo tracę do zwyciężczyni w biegu długim. Czyli najwięcej straciłam przez krótkie dystanse. Nie jestem sprinterką i już chyba nigdy nie będę, to dla mnie problem wejść do 30. w sprincie. Ale może też trochę się uprzedzam do sprintów.
- Tour de Ski traktuję jako przygotowania do mistrzostw w Oslo. Bo tam jest moja główna impreza. Tour de Ski to przede wszystkim doświadczenie plus dobry trening. Inaczej bylibyśmy znów w domach i pewno trenowali bez śniegu. Tutaj warunki są doskonałe. Bardzo cieszę się, że tu jestem, bo w każdych zawodach uczę się czegoś nowego.
- Jestem zaskoczona tym, że organizm tak szybko się regeneruje. Nie mam takiego zaplecza, jak inni zawodnicy, a nie czuję się zmęczona. Tylko raz spuchły mi nogi po biegu, ale poszłam do masażysty Justyny Kowalczyk i pomógł mi, ból przeszedł. Janek jest bardzo w porządku, sam powiedział, że jeśli będzie jakiś problem, to mi pomoże. Oni też na pewno dobrze zdają sobie sprawę, że jesteśmy sami i możemy czasem potrzebować pomocy.
- Jesteśmy już na miejscu, w którym odbędą się dwa ostatnie biegi. W piątek czeka nas trening i poznanie tras zawodów.
Mariusz Michałek
- Startuję po raz pierwszy w Tour de Ski. Na pewno jest to bardzo ciężki turniej i nie jest mi lekko, ale mam nadzieję, że dokończę cały w zdrowiu i z jak najmniejszymi stratami, choć te już teraz są wielkie. Moim największym problemem jest regeneracja z biegu na bieg. Teraz zaczęły się długie dystanse, czyli te, w których czuję się lepiej. Ale biegamy ze stratami z poprzednich etapów, więc ciężko jest wyprzedzić kogoś. Poza tym startują tutaj najlepsi z najlepszych, bo słabsi albo już odpadli, albo wcale tu nie występowali. Na przyszłość bardzo mi to pomoże. Będę wiedział, jak się przygotować, znał trasy.
- W sobotę bieg na 20 kilometrów klasykiem. Wolę styl łyżwowy, ale postaram się pobiec jak najszybciej. Nie będzie też strat, bo to bieg ze startu wspólnego. Boję się trochę ostatniego podbiegu, ale mam nadzieję, że nie spotka mnie tam żadna niespodzianka.
- Liczę, że regeneracja po Tour de Ski pójdzie szybko. Później startuję na Uniwersjadzie, tam chciałbym dobrze wypaść. Dlatego pomiędzy Tour de Ski a Uniwersjadą raczej nie będę startować, może tylko w jakichś zawodach FIS, ale na pewno nie Puchar Świata.
Najnowsze aktualności:
- 16-05-2012 - Dawid Bril: "Nie spodziewałem się powołania do kadry"
- 11-05-2012 - Trener Wierietielny: „Spokojnie podchodzimy do treningu”
- 10-05-2012 - M. Maciulewicz: "Jestem nastawiona na ciężką pracę"
- 08-05-2012 - Prezes Tajner: "Ivan Hudac idealnie spełnia nasze wymagania"
- 26-04-2012 - J. Kowalczyk: "Wróciłam wypoczęta i z wielkimi nadziejami"
Komentarze użytkowników:
Autor:~W.J. Data: 2011-01-09 14:01:47
Brawo! Trzymam cały czas za Was kciuki i dopinguję.Niznane są losy boskie i PZN-owskie:) Też nie rozumiem jak można wysyłać sportowców na zwody i wymagać wyników nie dając PEŁNEGO wsparcia technicznego i zaplecza serwisowego - a dobrze posmarowane narty to ważne, ale tylko to to zdecydowanie za mało. Życzę sukcesów Justynie ale i trzymam kciuki za resztę kadry, bo bez Waszych sukcesów nie będzie rozwoju sportu biegów narciarskich a to chyba jest najważniejsze. W.J.
Twój komentarz:
wstecz



