Nowa obrotowa kamera
Wisła - skocznia narciarska Malinka


Kliknij i oglądaj - Kamery on-line

Styczeń 2019
Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
01 02 03 04 05 06
07 08 09 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
Wszystkie wydarzenia...

Następne zawody

W chwili obecnej nie dysponujemy żadnymi informacjami.

Gala Olimpijska w Warszawie - 03.04.2014

Szukaj w serwisie

PZN  »  Biegi  »  Aktualności

Aktualności


Justyna Kowalczyk: "Szukałam guza na Kamczatce"

29-04-2010
Podczas konferencji, która odbyła się po wręczeniu nagród przez Polski Związek Narciarski, Justyna Kowalczyk oraz trener Aleksander Wierietielny opowiedzieli o pobycie w Rosji oraz planach przygotowań do kolejnego sezonu. Oboje podkreślili zgodnie, że wyjazd na Wschód był doskonałym pomysłem.

Na koniec świata po odpoczynek

Polka i jej trener przez ostatni miesiąc przebywali na zgrupowaniu regeneracyjnym w Rosji. - Justyna odbyła zarówno zabiegi lecznicze, jak i treningi, startowała też w zawodach dość niecodziennych: maratonie na 60 km (który wygrała), Sprint Tour (który także wygrała) oraz przedwczoraj w Extreme Maratonie na 60 km, gdzie była druga krótko streścił pobyt Aleksander Wierietielny.

Justyna Kowalczyk nie kryła zadowolenia z decyzji o wyjeździe do Rosji. - Ostatni miesiąc był świetny. To pierwszy obóz regeneracyjny, na którym się nie zastałam. Stosowałam konwencjonalne i niekonwencjonalne metody leczenia, m. in.  kąpiele w wodach gejzerowych i borowinach, leczenie polami magnetycznymi i prądami, specjalistyczne masaże. Wszystko to na pewno przyniesie dobre rezultaty. Poza tym każdego popołudnia biegałam na nartach. Dla przyjemności, a nie z przymusu.

- Odpoczęłam fizycznie, ale jeszcze bardziej psychicznie. Na Kamczatce trafiliśmy na bardzo miłych i gościnnych ludzi. Ten miesiąc był czymś, co było mi bardzo potrzebne, był nagrodą, którą sobie sprawiłam za wysiłek włożony w ostatni sezon. Nie chodzi o miejsce, ale o ludzi, z którymi spędziłam ten czas. Mogłam się totalnie rozluźnić. A że musiałam tego szukać na końcu świata, to już inna historia
– opowiadała Polka.

Trening walki wręcz

Polka opowiedziała także o nietypowych zawodach Sprint Tour, które wygrała. - Wygrana w cyklu Sprint Tour nie przyszła mi w tym roku tak łatwo, jak dwa lata temu. Organizatorzy postanowili chyba zrobić wszystko, żeby Justyna Kowalczyk nie wygrała – śmiała się nasza najlepsza zawodniczka. - Było dużo zakrętów, ciężkich zjazdów, skoczni, czyli wszystkiego nad czym ja słabo panuję. Ale okazało się, że i tak lepiej od rywalek. Bardzo lubię te zawody, bo to dla nas forma zabawy. Nie chodzi tylko o starty, bo spotykamy się także wieczorami i świętujemy ostatnie 10 miesięcy. Poza tym lepszej formy treningu taktycznego i technicznego  oraz walki wręcz nie mogłam sobie wymyślić. Im więcej takich zawodów, tym lepiej.

W krainie gejzerów i niedźwiedzi

Po raz pierwszy i ostatni Justyna Kowalczyk wystąpiła w Extreme Maratonie na Kamczatce, jak zarzeka się jej trener. - Była to bardzo ciekawa impreza, ale z wielkimi przygodami. Wszyscy zawodnicy zostali wywiezieni 60 km od mety, do elektrowni termalnej. Tam zaczynał się bieg. Warunki były bardzo ciężkie, panowała zamieć śnieżna. Poza tym teren był urozmaicony gejzerami, ze wszystkich szczelin skalnych buchały kłęby pary. Trzeba je było omijać. Oprócz tego zawodnicy musieli omijać barłogi niedźwiedzi. Wszystko bez trasy! Wiadomo było tylko w jakim kierunku mają się poruszać biegacze. Justyna przeżyła tam wielkie przygody – mówił Aleksander Wierietielny.

Justyna Kowalczyk dodała, że przed zawodami nie zdawała sobie sprawy z tego, jakie trudności będzie musiała przezwyciężyć. - 25 kilometrów wspinaliśmy się wokół wulkanu, następnie było 5 kilometrów zjazdu obok przepaści, reszta w terenie płaskim. Wcześniej nie do końca wiedzieliśmy, jak będzie wyglądał wyścig. Sami organizatorzy przyznali potem, że wszystko zepsuły warunki. Przy mrozie i słoneczku wszystko byłoby świetnie widać.

- Na pewno nie jest rzeczą ciekawą,  kiedy nagle znajdujesz się sam między skałami, widoczność wynosi zero lub jeden metr, śniegu jest po kolana, a ty nie wiesz, gdzie biec. Każdy tam wpadał w panikę, nie tylko ja. Ale wcale nie o to chodzi. Ja jestem zawodniczką i takie rzeczy niosą ze sobą duże ryzyko. Mogłam się przewrócić, odnieść kontuzję. Szukałam guza i drugi raz już tego nie zrobię. Gdybym nie była zawodniczką, mogłabym startować w takich zawodach co tydzień, bo adrenalina jest niesamowita i robi się to, co się lubi.

Przygotowania do nowego sezonu czas zacząć

Trener naszej biegaczki zdradził także nieco o planach przygotowań do najbliższego sezonu. - Będą bardzo podobne do ubiegłorocznych, lepszego dobra nie szukamy. Jedyne, co w tym roku było inne, to właśnie ostatnie 20-dniowe zgrupowanie regeneracyjne na Kamczatce. Teraz Justyna chce uniknąć fleszy fotografów i całego tego zamieszania, wyjeżdża do koleżanki do Ameryki. Potem – 12. maja – wyjeżdżamy na zgrupowanie kondycyjne do Włoch. Później zawodniczka będzie promować na kongresie FIS kandydaturę Zakopanego na gospodarza mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w 2013 roku. Dalej jeden dzień w domu i znów wyjeżdżamy, tym razem do Hiszpanii, potem na lodowiec… Zatem kopiujemy plany z poprzednich lat – podsumował Aleksander Wierietielny.
Źródło: Alicja Kosman/PZN
Najnowsze aktualności:

Twój komentarz:
Maksymalnie 1000 znaków.
wstecz


Realizacja Ideo
CMS Powered by Edito

Strona główna  |  Mapa serwisu  |  Kontakt
Copyright © 2016 Polski Związek Narciarski (Polish Ski Federation). All rights reserved.